Na początku był uśmiech. Potem zabawa. Potem była noc...

Zimno. Spadł deszcz... Usłyszałem Myslovitz. Pragnienie...
Ja chcę... Założyć kurtke, słuchawki, kaptur. Włączyć mocniejszą muzykę. Odłączyć się z tego pierdolonego zgiełku miasta owianego śmierdzącą chmurą "wrum wrum" i przeplatanego smutnymi twarzami przechodniów, których oczy krzyczą : "Hej! Spójż na mnie! Zobacz jak mi źle!". Chcę po prostu przejść obok tego niezauważony, lecz obserwować, wyciągać wnioski. Śmiać się jeśli coś mnie rozbawi i płakać, kiedy stracę siły by trwać tak dalej. Po prostu pare linijek cyfrowej muzyki. Słowa, których nie nie zawsze rozumiem, a które każą mi myśleć. Wierzyć.

I usiąść. Po tym jednym blokiem w mieście. Tym innym. I spojżeć na krzyż. Nie przeżegnać się.

Spacer. Muzyka. Deszcz.

niedziela, 29 października 2006