"Życie zbyt krótko trwa, więc zdecyduj się!"
Eh... Im wcześniej się obudzę, tym lepiej dla mnie, tak? Tylko że... Ja już się obudziłem, ale nie wiem, którą nogą mam wstać...
Przede mną długi czas na przemyślenia, odpoczynek. Może coś zrozumiem, może własnie tak... Może ktoś się poświęci i zabierze mnie tam, gdzie jutra słodki smak...
Za oknem cicha, wilgotna i ciemna pogoda. Ktoś wygląda właśnie przez nie. A tam idzie pewien młody człowiek... Mysli o pewnej sytuacji...
>>>>
Była słoneczna pogoda. Zegar wskazywał godzinę dwudziestą. Ten sam zegar, który Peter widywał każdego dnia przechodząc obok przystanku PKS w swoim małym mieście, w którym mieszkał od urodzenia. Siedemnastoletni Petrelli, bo tak miał na nazwisko, nie spodziewał się niczego zaskakującego tego wieczoru. Ale przecież nie mógł się spodziewać. W słuchawkach płynęła ta sama, spokojna, głęboka muzyka, słońce świeciło tak samo mocno, ludzie byli tak samo smutni i tak samo jak każdego dnia o tej porze odjeżdżał Warszawski autobus do Białegostoku przez Siemiatycze. Natura jak co dzień rozlewała swoją zieloną nadzieję drzewami na każdym skrawku betonowego widnokręgu. Ktoś krzyknął, ktoś się śmiał, ktoś się potknął o krawężnik.
-Boże, ta rutyna... - pomyślał.
W tym samym momencie usłyszał refren piosenki, którą akurat odtwarzało jego przenośne mp3 : "Zabiorę Cię właśnie tam, gdzie jutra słodki smak" i pomyślał znów :
-To kto mnie w końcu tam zabierze...?
Dosłownie nic nie przepowiadało tego, co za chwilę miało się stać. Samotny chłopak wędrował więc jeszcze kawałek, gdy zauważył siedzącą na ławce obok peronu drugiego dziewczynę. Nie była to jednak zwykła dziewczyna, jej śliczne, długie bond włosy rozpływały sie w lekkich powiewach wiatru na smukłych, delikatnych barkach. Ręce miała splecione w dłoniach, które leżąc na założonej prawej na lewą nodze dawały wrażenie takich słodkich, ponętnych. Można by tak pisać o walorach nastolatki od zmierzchu do świtu. Lecz to, co najbardziej przykuło uwagę Petera były oczy. Błyszczały jak odbicie tysiąca gwiazd w mazurskim jeziorze. Ich piękny, zielony kolor można było dostrzec nawet mimo znacznej odległości. I tak beztrosko wpatrując się w te dwa diamenty oprawione delikatną twarzą dostrzegł w końcu, że te właśnie oczy wpatruję się w jego własne, smutne, bez życia.
Nie rozumiał tego. "Co Ona może widzieć w takim chłopaku? Przecież wyglądam jak każdy inny, jestem szary. Co to ma znaczyć? Może śmiesznie wyglądam?" - myślał. Lecz w pewnej chwili, w ułamku sekundy coś go uderzyło.
-Nie mogę tak wyglądać... Nie dla niej... - mruczał pod nosem.
Jego sylwetka od razu się wyprostowała, twarz rozpromieniała. Poczuł jakiś przypływ energii. Zaczął schludnie przebierać rękoma, w rytm chodu. Poczuł, że wygląda o wiele lepiej. Był z tego dumny.
-No, teraz możesz na mnie patrzeć... - wyszeptał sam do siebie.
Ona, zauważywszy zmianę uśmiechnęła się tylko lekko, ale szczerze, głęboko. I chciała żeby to zobaczył. Coś ją tchnęło tej chwili i pomyślała :
-Boże, jaki Ty jesteś śliczny....
On pomyślał w tym samym czasie podobnie:
-Boże, jaka Ty jesteś śliczna...
-Boże, ta rutyna... - pomyślał.
W tym samym momencie usłyszał refren piosenki, którą akurat odtwarzało jego przenośne mp3 : "Zabiorę Cię właśnie tam, gdzie jutra słodki smak" i pomyślał znów :
-To kto mnie w końcu tam zabierze...?
Dosłownie nic nie przepowiadało tego, co za chwilę miało się stać. Samotny chłopak wędrował więc jeszcze kawałek, gdy zauważył siedzącą na ławce obok peronu drugiego dziewczynę. Nie była to jednak zwykła dziewczyna, jej śliczne, długie bond włosy rozpływały sie w lekkich powiewach wiatru na smukłych, delikatnych barkach. Ręce miała splecione w dłoniach, które leżąc na założonej prawej na lewą nodze dawały wrażenie takich słodkich, ponętnych. Można by tak pisać o walorach nastolatki od zmierzchu do świtu. Lecz to, co najbardziej przykuło uwagę Petera były oczy. Błyszczały jak odbicie tysiąca gwiazd w mazurskim jeziorze. Ich piękny, zielony kolor można było dostrzec nawet mimo znacznej odległości. I tak beztrosko wpatrując się w te dwa diamenty oprawione delikatną twarzą dostrzegł w końcu, że te właśnie oczy wpatruję się w jego własne, smutne, bez życia.
Nie rozumiał tego. "Co Ona może widzieć w takim chłopaku? Przecież wyglądam jak każdy inny, jestem szary. Co to ma znaczyć? Może śmiesznie wyglądam?" - myślał. Lecz w pewnej chwili, w ułamku sekundy coś go uderzyło.
-Nie mogę tak wyglądać... Nie dla niej... - mruczał pod nosem.
Jego sylwetka od razu się wyprostowała, twarz rozpromieniała. Poczuł jakiś przypływ energii. Zaczął schludnie przebierać rękoma, w rytm chodu. Poczuł, że wygląda o wiele lepiej. Był z tego dumny.
-No, teraz możesz na mnie patrzeć... - wyszeptał sam do siebie.
Ona, zauważywszy zmianę uśmiechnęła się tylko lekko, ale szczerze, głęboko. I chciała żeby to zobaczył. Coś ją tchnęło tej chwili i pomyślała :
-Boże, jaki Ty jesteś śliczny....
On pomyślał w tym samym czasie podobnie:
-Boże, jaka Ty jesteś śliczna...
Adam Domżalski